ks. Moisey B. Drozd - Dies Et Mens i Dziecięca Kraina
Dies Et Mens
moisey bogdan drozd

     D I E S   ET   M E N S   [ 80 ]     

~ TAKA JEST WOLA BOŻA ~ środowisko woli Bożej ; część III [c.d.] ; refleksja na niedziel


motto :

" Domine, exaudi orationem meam " [ Panie, wysłuchaj modlitwę moją ]



3. o woli Bożej w środowisku mojej rodziny
_ __ ___ ____ _____ ______ _______ ________ _________


Chyba lżej jest pisać o kimś innym, niż o sobie. Pragnę się z tym zmierzyć, bo łatwo jest pouczać innych, nie mówiąc nic o sobie. Ale kiedy coś dramatycznego dotyka mojej rodziny, mnie, tak bardzo ontycznie i konkretnie, w pierwszym odruchu, w pierwszym momencie też załamuję ręce, bo jestem człowiekiem…, i nie zawsze mam śmiałość 'podnieść oczy ku Górze, skąd może przyjść mi pomoc' (por. Ps 24). Ale zawsze w moim „esse”, właśnie wtedy, słyszę krzyk bólu istnienia i wraz z nim wołam : Dokąd iść mam, Panie ? Powiedz mi ! Dokąd mamy iść ?

Czasami rzeczywistość to dla mnie zawód i rozpacz, których doświadczam w życiu. W 1980 roku zmarł mój brat Zenon w sile i kwiecie wieku (28 lat). A na dodatek był księdzem, który był człowiekiem. Wydawało mi się, ze życie nasze, rodzinne i moje, w jakimś sensie, „pójdzie jak po sznurku”. Proszę się nie dziwić, gdyż jest takie przekonanie, ze jak Bóg wyróżnił rodzinę powołaniem kogoś z jej „ciała”, to wszystko będzie dla rodziny i dla tej osoby błogosławione i szczęśliwe. Nic bardziej mylnego i błędnego. Myślenie takie to ślepy zaułek, gdzie pycha - ubrana w pokorę - zagląda. Nie było w nas pychy, ale duma zapewne. Tak już na tym świecie jest. Ale mniejsza z tym.

O Zenonie (przepiękne imię) kiedyś napiszę znacznie więcej, znacznie…Zasługuje na to, bo miał serce i fantazję jak całe światy. Cenię Go najbardziej za miłość i uniwersalizm w relacji do człowieka i Boga. Po dziś dzień imponuje mi.

Wola Boża. Jak trudno się z nią zmierzyć ? Jak trudno być w jej środowisku ? Jak trudno ją zaakceptować ? Jak trudno dalej iść przez życie ? Jak trudno z nią żyć ? Jak trudno o niej pisać ? Tak czy siak i pomimo wszystko, ... i tak żyć warto, i tak pisać warto !

Zenon zmarł 6 lutego 1980 roku. Byłem w drugiej klasie Liceum Ogólnokształcącego w Legnicy. Do domu było bardzo daleko, bo prawie 400 kilometrów. Święta Wielkanocne były chyba w kwietniu (1980), ale nie to jest istotne. Przyjechałem do domu o 4.30 (rano). W domu, w Cierzniach, wszyscy jeszcze spali. Zastukałem do drzwi, nikt nie otworzył, bo nie słyszeli. Poszedłem z drugiej strony domu (od ulicy), tam, gdzie były okna od sypialni. Postukałem delikatnie i Mama z Ojcem od razu wstali razem otworzyć mi drzwi. Razem, bo …, no właśnie… Zza drzwi wejściowych domu usłyszałem jak jednym tchem, Mama i Ojciec, pytają się przybysza : „To Ty, Zeniu ? ”. Odpowiedziałem : „To Bogdan, przyjechałem o dzień wcześniej”… Później były tylko łzy, taki inny „śmigus-dyngus” dla duszy, tylko ze w Wielką Środę.

To nie naiwność Rodziców, to ich prosta, wielka wiara w to, ze ich Syn, Zeniu, powróci znów, jak przybysz z kosmosu, jak Anioł, na Paschę, na Zmartwychwstanie, nа Великдень. To ich wielka wiara w Boga, ze On, Wszechmogący, poruszy i niebo i ziemię, ażeby zwrócić im Synka.

Nie mogę tego pojąć do dziś, jak rodzice mogli to wszystko znieść, jak myśmy mogli to znieść… Rodzice musieli zderzyć się nie tylko ze śmiercią Syna, lecz także z całym pośmiertnym kontekstem, bo niektórzy zachowywali się po śmierci Brata jak bezduszne hieny cmentarne, co było powodem mej natychmiastowej decyzji o nie wstąpieniu nigdy do seminarium, aby pójść za Chrystusem i Zenonem, skoro w taki sposób wyraża się "wdzięczność" po śmierci dla człowieka-prezbitera. Gdyby nie to, iż po maturze przyśnił mi się proroczo Brat, poszedłbym nieco inną drogą, poszedłbym "cały" w świat muzyki. Nie chcę o tym pisać, bo od tamtego czasu mam uraz, a i ten ‘światek’ się nic nie zmienił : „nihil novi sub sole” czyli, ‘nic nowego pod słońcem’ (parafraza słów Koheleta; sentencja łacińska).

Jestem dumny, ze mam właśnie takich rodziców i takie rodzeństwo, gdyż godnie przyjęli śmierć Syna, i godnie oddali wszystko to, co było związane z Zenonem. Widzieliśmy, jak rodzice z czasem potrafili zaakceptować coś, czego po ludzku nie można było zaakceptować. Przyjęli to jak wolę Bożą, choć ich serca po śmierci Zenona weszły w orbitę Mistyki Bożej. Lepsze to niż rozpacz.

Ciężko jest mi o tym pisać, gdyż są to sprawy tak bardzo intymne i bolesne - człowiecza mistyka - a chyba nie jestem emocjonalnym ekshibicjonistą. Trudno mi pisać też i dlatego, ze dobrze nie widzę klawiatury, bo jakiś płyn w oku przeszkadza mi. Jest trochę słony.


4. jak mam sobie radzić z wolą Bożą ?
_ __ ___ ____ _____ ______ _______


Wolą Boga jest to, abym stawiał czoło rzeczywistości i próbował przedrzeć się przez jej gęste sito. To jest to (bez owijania w bawełnę), co próbuje robić terapia, tzn. pomagać mi w tym, abym mógł zmierzyć się z przykrą rzeczywistością mojego życia, wyzyskując w najlepszy sposób moje ograniczone środki; a naprawdę oznacza to wzięcie mojego krzyża na moje ramiona. Moje przeznaczenie nie wyczerpuje się w powierzonym mi planie życiowym.

Moim przeznaczeniem jest aktywny udział w liturgii mojego życia. Jest to

moja Liturgia domestica (Liturgia domowa).


" HOC FACITE IN MEAM COMMEMORATIONEM "

[ To czyńcie na moją pamiątkę ]


_ __ ___ ____ _____ ______ ________ __________________[c.d.n.]
_ __ ___ ____ _____ ______ ________ _________



refleksja ewangeliczna
________ ______ _____ ____ ___ __ _



NIEWIASTY PRZYBYŁE DO GROBU
________ ______ _____ ____ ___ __ _



* Crux nuda * [ pusty krzyż ]

* noli Me tangere * [ nie dotykaj Mnie ]


U św. Marka niewiasty przybyłe do grobu zastają w jego wnętrzu młodzieńca ubranego w białą szatę, który oznajmia im, ze ten, którego szukają, powstał z martwych (por. Mk 16, 1-7). W opisie św. Łukasza niewiasty spotykają w grobie dwóch odzianych w lśniące szaty młodzieńców, którzy pytają, dlaczego szukają żyjącego wśród umarłych i informują zdumione kobiety o zmartwychwstaniu Pana (por. Łk 24, 1-6).

Św. Jan opisuje tę scenę nieco odmiennie. Maria Magdalena, zobaczywszy odsunięty kamień, biegnie zawiadomić Szymona Piotra i Jana. Ci zaś, przybywszy go grobu, widzą leżące płótna i chustę, a widząc je poczynają wierzyć w zmartwychwstanie Pana, które ten zapowiadał (por. J 20, 1-9).

Najwyraźniej ta największa tajemnica wiary nie była przeznaczona dla ludzkich oczu. Nic zatem dziwnego, ze sztuka wczesnochrześcijańska Zmartwychwstanie wyrażała jedynie symbolem graficznym. Na ówczesnych rzeźbach czy malowidłach można zobaczyć tzw. Crux nuda (pusty krzyż) – symbol Zmartwychwstania. Na zwieńczeniu prostego krzyża przedstawiano wieniec laurowy – symbol zwycięstwa Pana nad śmiercią – a w środku tego wieńca jeszcze jeden krzyż tzw. monogramowy, składający się z dwóch początkowych liter imienia Zbawiciela w alfabecie greckim (X i P).

Jest jeszcze jeden rodzaj przedstawiania Zbawiciela, już nie w chwili samego Zmartwychwstania, ale objawiającego się po Zmartwychwstaniu płaczącej Marii Magdalenie. Gdy ta przybyła do grobu i spostrzegła, ze jest pusty, rozpaczała ze ktoś wykradł ciało Jezusa. Jezus zaś stanął przed nią, a gdy Maria Magdalena Go nie poznała, odezwał się do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”. Ona zaś, sądząc, ze to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę”. Jezus rzekł do niej: „Mario!”. A ona obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: (Mój) Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca...” (por. J 20, 14-17). W starych przekładach Ewangelii słowa „Nie zatrzymuj Mnie”, przetłumaczone były: „Nie dotykaj Mnie” – po łacinie: "Noli me tangere". Słowa te dały tytuł przedstawieniom ilustrującym tę scenę Ewangelii. Na obrazach "Noli me tangere" Chrystus często przedstawiany jest jako ogrodnik, za którego wzięła Go Maria Magdalena, a zdarza się, ze triumfalną chorągiew, symbolizującą Zmartwychwstanie, zastępuje tam łopata, o którą Chrystus się opiera, bądź zarzuca na ramię.

Warto więc przy okazji świątecznych spacerów odwiedzić kilka świątyń – tak jak to czynimy często w Wielką Sobotę, nawiedzając Groby Pańskie – w poszukiwaniu wizerunków Zmartwychwstałego Chrystusa.

***

życzenia kobietom
______ _____ ___ __ _


DZISIAJ W SZCZEGÓLNY SPOSÓB PRAGNIEMY USZANOWAĆ WSZYSTKIE KOBIETY, DLATEGO TEN DZIEŃ JEST BŁOGOSŁAWIONY DLA KAŻDEJ KOBIETY. NIE ZAPOMINAJCIE, IŻ PRZYBYLIŚCIE I ZABACZYLIŚCIE JAKO PIERWSZE ZMARTWYCHWSTAŁEGO PANA I MESJASZA.

BEZ WAS, WASZEGO NIEZWYKŁEGO I NIEPOWTARZALNEGO PIĘKNA OSOBY ŚWIAT LUDZKI NIE ISTNIAŁBY I NIE MOŻE ISTNIEĆ, I NIE BĘDZIE TAK PIĘKNY. BEZ WAS NIE BĘDZIE ISTNIEĆ ŚWIAT MĘŻCZYZN, GDYŻ JESTEŚCIE PIERWSZĄ POŁOWĄ LUDZKIEJ CYWILIZACJI, POŁOWĄ ONTYCZNIE TAKIEJ SAMEJ JAKOŚCI (RÓWNĄ), NIEZBĘDNĄ, NICZYM I NIKIM NIE ZASTĄPIONĄ.

WSZYSTKIEGO CO JEST BŁOGOSŁAWIONE ŻYCZĘ PIERWSZEJ POŁOWIE CYWILIZACJI LUDZKIEJ – KOBIETOM.

_ __ ___ ____ _____ ______ ________ ___________ ...cum Deo !



moisey b. drozd
2009-05-03


Możesz dodać swój komentarz.

Podpis:   
E-m@il:   

Proszę wpisać nazwę stolicy Polski (antyspam):


Nie bierzemy odpowiedzialności za zamieszczone komentarze będące indywidualnymi opiniami i poglądami osób je zamieszczających, za które ponoszą oni pełną odpowiedzialność zarówno w sferze prawnej jak i moralnej.
Zastrzegamy sobie prawo do usuwania komentarzy bez podania przyczyny.



Nie ma jeszcze komentarzy. Może Ty dodasz swój?




Pozostałe wpisy:

 
Dies Et Mens
Dzień i Myśl

O mnie
Dies Et Mens
Dziecięca Kraina
Kontakt

Dies Et Mens i Dziecięca Kraina - ks. Moisey Bogdan Drozd © 2012
O mnie | Dies Et Mens | Dziecięca Kraina | Kontakt



2282402