ks. Moisey B. Drozd - Dies Et Mens i Dziecięca Kraina
Dies Et Mens
moisey bogdan drozd

     D I E S   ET   M E N S   [ 717 ]     

m.m: № 267 ▫ Wyjaśnić niewyjaśnione ▫


m. b. drozd
_


meditatio № 267 ▫ Wyjaśnić niewyjaśnione ▫




Czas, życie...

Klucz do tajemnic kosmosu leży w tunelu czasoprzestrzennym.

Życie po śmierci…

Czy śmierć to zupełny koniec?
Wieczna cisza?
Ciemność?
Pustka?

A może jednak mamy w sobie jakąś iskrę,
która będzie tlić się mimo śmierci naszego ciała?
Oto pytania nad którymi filozofowie i uczeni
głowią się od tysięcy lat.
Każdemu z nas też kiedyś przyjdzie się z nimi zmierzyć.

Miałem sześć lat kiedy pewnego ranka
znana mi starsza pani nie obudziła się ze snu,
ani wtedy, ani już nigdy później.
(Na wsi jest tak, ze wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich.)
Wówczas po raz pierwszy zetknąłem się ze śmiercią.
Jak to możliwe, ze jeszcze wczoraj była z nami, a dziś już jej nie ma?
Czy odeszła na zawsze?
Czy może jednak jakaś jej cząstka nadal żyje?



Chrześcijanie i muzułmanie wierzą,
że sprawiedliwi idą do nieba, a grzesznicy trafiają do piekła.
W innych religiach śmierć jest przejściem do wyższej formy istnienia
lub początkiem nowego życia tu na Ziemi.
Wszystkie te wierzenia łączy pogląd,
że ciało jest jedynie schronieniem dla duszy, która jest nieśmiertelna.

Wiele osób w głębi serca podziela to przekonanie.
Czy istnieje jednak sposób, żeby je naukowo zweryfikować?



Pragnę opowiedzieć Wam o pewnym wydarzeniu z mojego życia, które dotąd było własnością mojej pamięci. Po raz pierwszy to czynię.

Miałem trzenaście lat. Zdałem z szóstej do siódmej klasy Szkoły Podstawowej. Podczas żniw pomagałem przy zwożeniu zboża z pola i układaniu snopków na tzw. zapolu w stodole. Brat Zenon podawał mi snopki z woza, ja zaś przekazywałem je Ojcu, który układał. Aby udowodnić swoją męskość, nie brałem jednego snopka na widły, lecz dwa. Pomimo tego, ze to były owsiane snopki, były duże i ciężkie. Na zapolu ułożone zboże sięgało pięcu metrów wysokości. Pamietam, ze stałem na skraju zboża. W pewnym momencie wpiąłem widły w snopki i z ogromnym trudem podniosłem je w górę. Widły się wysunęły ze zboża, straciłem równowagę i pamietam tylko ten moment. Co się dalej stało i jak to się stało, dowiedziałem się po wszystkim. Powiedziano mi, ze spadłem na szczęście na nogi i straciłem przytomność. Nie miałem żadnych widocznych urazów. Później karetka zawiozła mnie do szpitala. Byłem nieprzytomny prawie dobę. Czy coś zapamiętałem z tego wydarzenia, gdy byłem nieprzytomny? Owszem, ale wtedy nie przywiązywałem do tego większej wagi. Nikomu też nie mówiłem o tej luce – przedziwnym śnie.

Dzisiaj odtwarzam to bardzo osobiste zdarzenie „nieistnienia“, które diametralnie zmieniło moje poglądy na kwestię życia po śmierci. Czy tę lukę - sen można porównać do śmierci? Nie wiem, ale wydaje mi się, ze idealnie się nadaje. Dziś pragnę to wyznać bez jakichkolwiek interpretacji.



Pierwsza rzecz jaką zapamietałem z tego dziwnego snu
to obraz świata widzianego jakby oczami dżdżownicy.
Wszystko było mroczne, brązowe, czerwone, ciemne...
Wszechogarniająca szarość. Jakby nic nie istniało.
Nad głową miałem jakieś korzenie i wydawało mi się,
że tkwię w tym miejscu od bardzo dawna.
Znikły wszystkie moje wspomnienia
i nie mogłem sobie przypomnieć żadnego słowa.
Z całą pewnością nie byłem świadom,
co dzieje się wokół mnie w szpitalu.

W pewnym momencie pośrodku tego wszystkiego pojawiło się światełko,
które zaczęło wirować i pęcznieć,
aż w końcu wymitło całą tę brutalną rzeczywistość
i nagle znalazłem się na pięknej łące.
Nie czułem rąk ani nóg.
Byłem świadom, ze jestem plamką na skrzydle
niezwykle pięknego motyla.
Wokół mnie unosiły się miliony innych kolorowych motyli...

Po jakimś czasie opuściliśmy ten świat
i przenieśliśmy się w miejsce,
które teraz nazywam jądrem.
Początkowo wydało mi się olbrzymie i mroczne,
ale towarzyszyło mi tam wspaniałe,
ciepłe poczucie obecności istoty wyższej,
której nie zawahałbym się nazwać Bogiem.

Miałem poczucie,
że cała mnogość światów stoi przede mną otworem
i było dla mnie oczywiste, ze jedyną rolę odgrywa tam miłość.



Czy istnieje inna rzeczywistość poza tą, którą znam? To przeżycie bardzo trudno mi wyjaśnić na gruncie współczesnej wiedzy o mózgu. Jako osoba wykształcona i wierząca nie potrafię tego pojąć, choć moje „nieistnienie“ pamiętam bardzo wyraźnie. Pomimo tego, ze w świecie materii struktura kwantowa mózgu kształtuje ludzką świadomość i jest ona majstersztykiem Stwórcy, doszedłem do wniosku, ze tego nie da się wyjaśnić samą neurofizjologią. Świadomość istnienia to chyba nie wszystko. Czym jeszcze został obdarzony człowiek? Czyżby Bóg spacerował między kwantami?


[ o9. o9. 2o12 ]


_ __ ___ ____ _____ ______ ____________ _________________ cum Deo



moisey b. drozd
2012-09-10


Możesz dodać swój komentarz.

Podpis:   
E-m@il:   

Proszę wpisać nazwę stolicy Polski (antyspam):


Nie bierzemy odpowiedzialności za zamieszczone komentarze będące indywidualnymi opiniami i poglądami osób je zamieszczających, za które ponoszą oni pełną odpowiedzialność zarówno w sferze prawnej jak i moralnej.
Zastrzegamy sobie prawo do usuwania komentarzy bez podania przyczyny.


"Pod wieczór naszego życia będą nas sądzić z miłości" - to św. Jan od Krzyża. Zdaje się, że inna waluta na tamtym świecie nie funkcjonuje. No i dobrze. Bez niej tamten świat nie byłby nic wart. (Już jestem po - wiesz po czym...)
Podpis: Prokop Dudak     e-mail: prokop@poczta.onet.pl
Dodano: 2012-09-15 00:13:48  



Na owe doświadczenia nieprzytomności psycholodzy oczywiście znajdą odpowiedż... Zastanawiam się, jak przedmiotowo i płytko nauki mówią o człowieku. Właściwie, wszystko, co robi człowiek jest próbą obiektywizacji. Jedynie piękno nie poddaje się tak łatwo temu procederowi.
Podpis: p.laciuk     e-mail: p.laciuk@o2.pl
Dodano: 2012-09-16 12:18:46  



Pozostałe wpisy:

 
Dies Et Mens
Dzień i Myśl

O mnie
Dies Et Mens
Dziecięca Kraina
Kontakt

Dies Et Mens i Dziecięca Kraina - ks. Moisey Bogdan Drozd © 2012
O mnie | Dies Et Mens | Dziecięca Kraina | Kontakt



2540800